Majowe słońce oblewało wrocławskie domy. Ogrzewało spacerowiczów i wywabiało z mieszkań ludzi. W gorącym powietrzu dało się wyczuć wszystkie zapachy. Dwudziestoletnia Alicja szła właśnie przez znany sobie plac. Była osobą szczupłą, średniego wzrostu, miała długie, czarne jak heban włosy. Ubierała się według swojego własnego stylu. Często jej rzeczy nie pasowały do siebie.Od dziecka czuła, że jest inna. Bardziej uwrażliwona na otaczające ją piękno. Idąc tak, zaciągała się wielkomiejskim powietrzem, w którym, między odorem spalin, dało się wyczuć subletne nuty zapachowe kwiatów, liści, a także opary perfum przechodniów. Dziewczyna szła z przymkniętymi oczami. W pewnym momencie przystanęła na chwilę. Rozmyślała o swoim życiu. Chociaż była niedziela, Alicja myślała o nauce, o projekcie, który musi wykonać na jutrzejsze zajęcia. Studiowała architekturę na wrocławskiej politechnice i bardzo lubiła ten kierunek.
Westchnęła i ruszyła w stonę katedry. Była osobą wierzącą, z praktykowaniem wiary było gorzej, lecz kiedy mogła, pojawiała się w kościele. Dziś zdecydowała się przyjść na mszę do katedry. Weszła po stromych schodach i stanęła przed drzwiami świątni. Otworzyła je i przekroczyła próg. Na swojej skórze poczuła miły chłód. W katedrze pachniało kadzidłem i drewnianymi ławami. Do mszy pozostało tylko 5 minut, a osób było bardzo mało. Większość miejsc była pusta. Alicja ruszyła w kierunku pierwszego rzędu. Gdy dotała do miejsca, które sobie upatrzyła, uklęknęła i przeżegnała się. Usiadła na ławie i zaczęła oczekiwać dzwonka, który sygnalizowałby rozpoczęcie mszy. Po paru chwilach, jej uszu dobiegł, jakże znany dźwięk, który rozpoczynał mszę. Wszyscy obecni wstali, gdy kapłani wyszli z zachrystii.
Dziewczyna miała spuszczoną głowę i wsłuchiwała się w grę organisty. Gdy muzyka ucichła, ludzie z powrotem opadli na ławy. Alicja spodziewała się teraz mowy poczciwego, starego księdza, ale jej uszu dobiegł zupełnie inny głos. Był taki miękki, kojący. Zdezorientowana podniosła głowę, by przekonać się kto stoi przy mikrofonie. Parę metrów przed nią, stał młody ksiądz. Miał krótkie, czarne włosy, które zdawały się być poczochrane przez wiatr. Jego oczy przypominały płynną czekoladę. Uśmiech miał zniewalający, jego śnieżnobiałe zęby raziły w oczy. Dziewczyna była oczarowana, nie dochodziły do niej żadne dźwięki. Zamknęła się nieświadomie w swoim małym światku, gdzie był tylko on i ona. Wpatrywała się w niego, podobnie jak inni, lecz ona patrzyła inaczej. Można powiedzieć, że pożerała go wzrokiem, nigdy tak silnie nie reagowała na mężczyznę. Po pewnym czasie, z rozmyślania wybudził ją szmer. To ludzie wychodzili z ławek do komunii. Alicja pośpiesznie wstała i ruszyła w stronę ołtarza. Klęknęła na kamiennej posadzce. Przed sobą miała okna z pięknymi witrażami, które zwykle przykuwały jej uwagę najbardziej. Dziś nie zwracała na nie uwagi. Jej wzrok spoczywał na nim. Czekała, aż podejdzie do niej z opłatkiem. Chłonęła jego ruchy, zapamiętywała rysy jego twarzy.
-Ciało Chrystusa... - powiedział nowy ksiądz, stawając przed Alicją z opłatkiem
Upłynęła chwila zanim dziewczyna odzyskała zdolność panowania nad sobą. Usmiechnęła się nieśmiało.
-A...Amen - powiedziała, otwierając usta by przyjąć komunię.
Ksiądz zignorował uśmiech dziewczyny i poszedł dalej. Alicja zmarkotniała i wróciła na swoje miejsce. '' Co ja sobie myślę ?! Przecież to ksiądz. Jak ja mogę myśleć w ten sposób o duchownym! '' - mówiła do siebie w myślach dziewczyna.
Do końca mszy śledziła wzrokiem mężczyznę. Głęboko w środku, myślała intensywnie nad tym, czemu nie odwzajemnił uśmiechu. Pogrążyła się w rozmyślaniach tak bardzo, że nie zauważyła wychodzących ludzi, nie zorientowała się, że msza się skończyła. Patrzyła na witraże, które jaśniały, zdawać by się mogło, wszystkimi kolorami tęczy, lecz widziała co innego.
- Przepraszam bardzo - rozległ się przyjemny dla ucha głos. Alicja wyrwana ze swojego świata, podskoczyła deliktanie - pani wybaczy, jeśli panią przestrzaszyłem. Msza skończyła się już ponad 15 minut temu. Chciałem to pani zakomunikować. Wyglądała pani na odcięta od świata. Nie wyganiam pani, broń Boże!
Dziewczyna podniosła wzrok i ujrzała przed sobą uśmiechniętego księdza, który przez ostatnią godzinę nie opuszczał jej myśli. Odjęło jej mowę. Wpatrywała się w jego czekoladowo-mleczne oczy, zatapiając się w nich coraz bardziej. Podziwiła jego doskonałą twarz, jego męskie rysy twarzy. Jego skóra zdawała się być bez skazy, gładka jak jedwab.
Był na tyle blisko, że była w stanie poczuć jego zapach. Zaciągała się nim, zapamiętując go.
Odwzajemniła uśmiech, na co ksiądz zareagował odsłaniając bardziej swoje zdrowe zęby.
-Ah, ja tylko.. zamyśliłam się. - spuściła wzrok, usmiechając się do samej siebie. - Przepraszam, czy ksiądz jest tu nowy? Przychodzę tu od czasu do czasu, ale księdza widzę po raz pierwszy.
- Tak, przeniosłem się do tej parafii niedawno. - odparł - Mam na imię Krzysztof i wolałbym, żeby zwracała się do mnie pani po imieniu. A pani, jak sie nazywa?
- Mam na imię Alicja. I wolałabym, żebyś zwracał się do mnie po imieniu, a nie per ''pani'' - odpowiedziała dziewczyna cytując księdza Krzysztofa, na co duchowny zareagował uśmiechem.
- Miło mi cię poznać. A teraz wybacz, muszę iść, przygotować się do następnęj mszy. Mam nadzieję, że zobaczę cię tu jeszcze kiedyś. - powiedział Krzysztof oddalając się do zachrystii.
- Na pewno, zobaczysz. - szepnęła do siebie Alicja, odprowadzając wzrokiem nowopoznanego. Po czym przeżegnała się, wstała i wyszła z katedry.
Szła po raz drugi przez plac Jana Pawła II, przeszła przez mostek i doszła do przystanku tramwajowego. Cały czas w głowie miała Krzysztofa. I chociaż starała się myśleć o uczelni, on i tak wychodził na pierwszy plan i myśli o studiach odchodziły.
W tramwaju zamknęła oczy, oparła głowę o szybę i zaczęła przypominac sobie jego zapach.
Nieświadomie uśmiechała się. Widziała w swojej wyobraźni jego oczy, włosy, uśmiech..
Wydał jej się taki czarujący, taki tajemniczy. Wysiadając z tramwaju, uświadomiła sobie, która właściwie jest godzina. Przyśpieszyła. Obojętnie mijała drzewa na alejce, którym zwykle poświęcała dużo uwagi. Dotarłszy do domu, zajęła się projektem. Męczyła się z nim przez dłuższą część nocy. O 2 rano padła na łóżko. Zasnęła w rekordowym tempie. Zaczęła śnić ..
Nastrój:
tagi: